motylica i duma | ryszard chłopek

        Wercyngetoryks postanawia wykończyć Juliusza Cezara za pomocą motylicy. Czy to nie błyskotliwe? Żadnego tam: „veni, vidi, vici”, czy: „kości zostały rzucone”, tylko krótkie: „aaa…, eee…, yyy…”, oczy w nieboskłon i Rzymianie do domu.
        Nocą pierwsza partia zakażonego bydła przechodzi do obozu wroga. Niestety w ciemności rzymscy legioniści biorą owce za Galów (ci w końcu słynęli ze swego bujnego owłosienia) i wyrzynają cały oddział.
        Następnej nocy sytuacja się powtarza.
        Podobnie jak następnej.
        W końcu Wercyngetoryks wysyła owce o świcie, aby uniknąć pomyłki. Jednak i rano Rzymianie masakruję meczący oddział. Skądinąd narrator wie, że Boski Juliusz częściowo przejrzał zamiary wroga – obawiał się, że Galowie usiłują ich zarazić kiłą.
        W końcu jest tak, że Galowie coraz bardziej nie mają co jeść, a Rzymianie ani trochę nie zaczynają chorować. W tej sytuacji Wercyngetoryks rozważa kapitulację – najwidoczniej wróg jest za głupi na jego wymyślne fortele.
        Podejmuje jeszcze jedną próbę. Tym razem zakłada owcom hełmy a do grzbietów przywiązuje włócznie. Rzymianie formują czworoboki, rozbijają oddział, wyłapują i w końcu zjadają. Za parę dni Juliusz Cezar wyciąga boskie kopyta, Rzymianie jadą do domu i błądzą, bo nagle się okazuje, że wszystkie drogi prowadzą do Gergowii.
 
 
/tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/
 
 

sąsiedzi | rafał różewicz

lato. plamka wschodzi szybko, pociągając powieki.
koniec snu; czas na przejście z poezji w prozę. wstajesz.
oni także. i zaczyna się klaskanie języka, podcinanie gałęzi,
szum. ściany oddzielają ciała stałe; a to co cię denerwuje
wycina niewidoczny przerębel. no, daj spokój. jesteś stary,
uczulony, skoro spływające do rynny powietrze nie jest
tym samym.
 
 
/tekst sponsorują literki: m, o, t, y, l, i, c, e/