prasa światła | robert rybicki

Jak w ksero. Linia światła raz się przesuwa.
I raz kopiuje. Przesuwa się drugi raz.
Jest druga kopia, ale czego? To zobaczone
jak przez szparę w drzwiach. Jak podglądanie.
Takie wychodzenie poza świadomość,
spacerek po obrzeżach własnego ja
ma coś w sobie z podglądania nagich
kobiet. Jest takie pre, jak każde zachowanie
pre, o cechach pre. Preseksualne, na
przykład. Preeschatologiczne?
 
Epoka definicji przeżywa, napisałem
przezywa, kryzys, ale i zarazem rozkwit.
Wróćmy do prasy światła: chodzi o bycie
sprasowanym przez światło. Albo:
światło gwałci człowieka, bez mydła.
Co czuli mistycy, których zniewoliło
niedoznawalne, coś, co przekracza
granice świadomości. Ekstaza
jako stan świadomości? Jako co?
Albo coś, co takie się wydaje?
 
Czy mistycy po prostu nie chcieli
się wyrwać poza przymus poznania?
Mistyka jako speleologia w mózgu?
I trwać w zaślepieniu – przez blask –
jako w przepaleniu świadomości?
Blask czy ciemność – nie ma żadnej
różnicy? Cóż może poznanie?
 
Zawsze chodzi o wyjście z ciała.
Dusza z ciała wyleciała.
Lufka z ręki się sturlała.
 
Na przedramieniu kod kreskowy.
 
To wymysł takiego Adama.
 
 
/tekst sponsorują literki: w, s, z, y, s, t, k, o, ż, e, r, n, o, ś, ć/
 
 

żarcie | joanna obuchowicz

czy to aby na pewno bezpieczne? i co to
za mowa : znowu bez czegoś,
znów nie dojdziemy istoty braku. posłuchaj
kundelku, synu rodowodowych matki i ojca:
tak mało potrzeba by zaspokoić głód,
niby nie żłoby powinny być nam zastawą
a jednak jemy, trawa faluje łaskocząc gardła.
tak wyrachować się w niedożywieniu, że karma,

karma i koma. nikt cię nie pytał o zgodę, więc buda
i szczekaj wreszcie, nie, nie chcę tej błystki, to
czego?

 
 
/tekst sponsorują literki: w, s, z, y, s, t, k, o, ż, e, r, n, o, ś, ć/
 
 

morfeusz na morfinie vs lotus omnivor | marta eloy cichocka

galla o drugiej tonie w mgle po uszy
pyskata pielęgniarka trzyma władzę w gipsie
automat pluje kawą i resztą bez cukru
(aga połyka własne łzy i cudzy kubek)
 
pacjenci już pląsają w ochroniaczach glamour
mimo dziesięciu bosych siniejących palców
krwinki krwi krążą jak ksiądz po kolędzie
(nakrochmalony chirurg ostrzy sobie zęby)
 
spałek mnie upolował po zachodzie słońca
czytaj mister morfeusz na matce morfinie
otwieram lewe oko i tak dobrze mi tak
horyzontalnie z widokiem na sufit
 
otwieram prawe z widokiem na parking
chirurg kupuje żonie wszystkożerne auto
omnivor spali ropę pot zamieni w olej
zdjęcia wrzuci na fejsbuk i na naszą klasę
 
galla o drugiej to już całkiem inna bajka
aga w gipsie tnie grzywkę i połyka włosy
pijana pielęgniarka toczy się pod tramwaj
(a ty spałek puść strzałkę jeśli jeszcze nie śpisz)
 
 
(2009)
 
 
/tekst sponsorują literki: w, s, z, y, s, t, k, o, ż, e, r, n, o, ś, ć/
 
 

wszystkożerność | rafał derda

plankton
wieloryb
człowiek
 
tran to samo zdrowie