gruzja | krzysztof ciemnołoński

wielbiłem drogi wśród podartych widnokręgów
                                                              t.peiper
 
kiedy widzi jak bomby spadają na gori jest w tym okrutna
sprawiedliwość dziejów płonie miasto które wydało na świat
stalina pomnik przy merii zaraz trafi szlag w pył obrócono
amerykańskie koszary w pobliżu propagandowy billboard
misza i bush w radosnym uścisku ruskim stanęli w gardle
 
był tu niedawno w szpitalu wojskowym spowiadał się
z czerwonych plam a każda diagnoza miała brzmieć
jak wyrok cicho jedziesz dalej zajedziesz uspokajał lekarz
i puszczał oko w obieg tatiana zawiozła nas do kolejnego
miasta w skale nad przepaścią jedliśmy owoce morwy palce
zostawiały granatowe plamy byłem tu tony halik pomyślał
 
wtedy w temacie ruin jest nie do przebicia gruzińskie
zabytki zna jak własną kieszeń mógłby godzinami
oprowadzać wycieczki gdyby ktoś chciał tu przyjechać
wykuł już formułki wielbił kręte ścieżki zbocza eruszeli
drążone na rozkaz królowej tamary świętej katolickiej
oraz prawosławnej pochowanej według legend
w monastyrze gelati
turystów jak na lekarstwo
 
ze złotego wieku w wardżii pozostało kilku brodatych
mnichów w dresach i socjalistyczny hotel to wszystko
ciekawsze niż zadeptane grecja czy egipt a przetrwa
dłużej w nieskalanej formie zjeździł cały kraj
 
w atmosferze grozy do dawid garedży bo wzgórza mają
oczy na rogatkach świata opuszczona baza wojskowa
porzucone przy drogach pomniki wsie miasto jak prypeć
z horroru aż się rozchorował kompleks monastyrów
z szóstego wieku kryje w sobie relikwię pierwsze pitne
źródło wśród półpustynnych stoków na styku gruzji
i azerbejdżanu konflikt o to miejsce inspiruje kgb
 
wiele poszarpanych krajobrazów dalej mccheta
gdzie łączą się rzeki akurat nieźle lało metalicznie lśniły
mokre kamienie konstantij kroczył po nich jak zbawiciel
modły brzmiały głucho w echu dzwonów gwari
wspomóż nas swą siłą miłościwa nino z tufowych
księżycowych dolin kapadocji matko nad matkami
w ofierze składamy ci krzyż o zgiętych ramionach
jakbyś otulała dziecko

 
do kościółka w którym służą kobiety nie wejdzie
w krótkich spodenkach gruzińska herbata umarła
mówią starcy w batumi ze smutkiem pokazują
pokryte chwastami pola morze czarne w całej
rozciągłości wyrzuca na brzegi szczątki statków
czarny piach parzy trwale wnika w skórę
 
w swanskiej czapce urodzony poznał wreszcie
typowe dla tej kultury średniowieczne baszty obronne
zabezpieczenia przed zemstą rodową po trzech
dniach w tbilisi przestał się wyróżniać loża szyderców
w metrze do którego zjeżdża się dwie minuty
w głąb ziemi przestaje zwracać uwagę a nawet pyta
o drogę w chrapliwym języku na pamięć poznał
nazwy wszystkich stacji wysiada zawsze
 
na placu wolności koło jerzego & złotego smoka
z włócznią w gębie upał nie do opisania przy głównej
ulicy oblegany mcdonald’s wkrótce zadrwi z kanta
i friedmana lokalna prawie-demokracja jeszcze
nie gotowa na światowe gospodarki gdzie
nie prowadzi się konfliktów zbrojnych
 
przed parlamentem pustki nie czuć żadnej rewolucji
róż i nic nie zapowiada interwencji wojsk ta dopiero
ma nadejść czeka na ujęcie przy licznych fontannach
bo o nich trzeba wspomnieć przy teatrze miszy tumanishvilego
swoje w obcym kraju odnajduje ślady wdowa przyjęła
krewnych z polski ciastem godnym pamięci wybitnego
reżysera którego już nie ma wśród nas małe brzydkie
odrapane mieszkanie na parterze albo pierwszym piętrze
z dala od zgiełku kaukaskiego kotła gdzie strach jeździć
 
samochodem ale jakoś płynie ten czerwony volkswagen
na bydgoskich blachach ku przestrodze i przygodzie
zawsze coś zawsze kurwa coś gdy dopadła wysoka
gorączka wywołał wielkie poruszenie na przedmieściach
gdzie nikt nie widział służb medycznych od trzęsienia
ziemi piętnaście czy dwadzieścia lat wcześniej kto by
to pamiętał w ostatnich dniach mini rekonesans
 
na palcach wielu rąk wylicza dowody panowania
krewkich sąsiadów banie tureckie zimne mury karawanseraju
zabudowania na arabską modłę z dawnych czasów
u wlotu do stolicy kamienny dawit aghmaszenebeli
pewnie przewraca się w grobie gdy jego pra pranastępca
wciela się w pogromcę zbuntowanych prowincji
 
wreszcie noc długa droga na lotnisko i światła zimne
jak śmierć uśpione miasto nie przeczuwa zbliżających się
walk wyjechał pod koniec lipca wciąż zupełnie
żywy bo tylko martwi widzą koniec wojny
 
 
/tekst sponsorują literki: w, s, z, y, s, t, k, o, ż, e, r, n, o, ś, ć/
 
 

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s