Łukasz Gamot – Inhalacje

Dzień pierwszy: otwarcie peronów.
Wysypujemy się. Piasek albo supły spoconych dłoni.
Widzimy zaognione gardło tunelu; wąskie, suche.
Czy suniesz w moją stronę?

Zawracanie. Bicie piętą o beton, tłuczenie nadnerczy.
To jest śpiew. Kołysze się we mnie.

Drugi dzień: dzień drugi.

Następowanie. Sekwencje płuc, przechodzenie jak
przełknięcia ziarnistej śliny.
To już grdyka wystukuje takt tej kleistej planety.
To już mgłą zachodzi żołądek.

Dzień trzeci: chyba głód.

Widzę jezioro albo zacienioną żwirownię moich bioder.
Krzepcy i głośni mężczyźni skaczą na głowę. Na brzegu
kobiety szukają ostatnich dźwięków, świstów, włókien.

Nazywasz to inhalacją. Przejściem dnia w słone kaszlnięcie odpływu.
Krokiem w ścięte białko świtu.

Krok w krok.

Ślady napięć, światłowody nerwic. Przesypywanie się.

Z tuneli do ciał rozrastanie.

/tekst sponsorują literki r,o,z,t,o,p,y/

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s