Marcin Jurzysta – A zima była piękna tego roku…

Śnieg w meczetach, śnieg na cmentarzach, śnieg pod pomnikiem Armii Czerwonej. Budzik w komórce bezlitosny jak biegunka. Dźwięki Gonna Fly Now o czwartej nad ranem to może nie najlepszy pomysł. Koniec snu i zwycięskiego pojedynku, który toczył właśnie z Dolphem Lungrenem. A na jawie piździ, nie ma to tamto, Syberia cud malina, git majonez, malaga tiki taki i kasztanki. Całe ciepło, które próbował uwięzić w mieszkaniu, i tak uciekało, wyciekało jakimiś dziurami, szparami, szczelinami. Zaraz potem rozpuszczało się gdzieś w powietrzu, rozrzedzało się i znikało w tym przeraźliwym chłodzie. Pokój, kuchnia. Pokój, łazienka. Pokój, kuchenka gazowa. Pokój, jajko. Pokój, lodówka. Pokój, majonez. Pokój, chleb. Pokój, herbata. Żeby chociaż miał fotel, do kurwy nędzy, jakiś wygodny fotel. Znudziło mu się to plastikowe, ogrodowe krzesło. A na jawie piździ, nie ma to tamto, Syberia cud malina, git majonez, malaga tiki taki i kasztanki. Znudziło mu się to ogrodowe krzesło, znudziły mu się gry i zabawy, stracił resztki stadnego instynktu. Wódka w parku wypita albo zachód słońca. Zwłaszcza zachód. Był zatem do dyspozycji duchów. Nie miał żalu, nie miał pretensji, nie miał ochoty. A na jawie piździ, nie ma to tamto, Syberia cud malina, git majonez, malaga tiki taki i kasztanki. Z niewiadomych powodów administracja budynku założyła plomby i blokady na grzejnikach na klatce schodowej. To byłaby szansa. Gdyby nie te jebane plomby, odkręciłoby się na maksa i zaprosiłoby się ten ciepły zaduch do siebie. Jeśli byłoby trzeba, to nawet odstąpiłoby się mu ogrodowe krzesło. Samemu usiadłoby się na wersalce i czekałoby się, aż ten śnieg się roztopi, albo go wywiozą na Madagaskar. Ale ile można czekać. W końcu – jak powiada jeden z ludowych mędrców – po co dalej pić to samo piwo, kiedy czujesz, że uleciał gaz. A z tego śniegu gaz uleciał. Wyszedł na klatkę schodową z mocnym postanowieniem zerwania administracyjnych plomb i blokad. Precz z komuną, precz
z wrogami ludu, precz z wolnymi związkami zawodowymi i Pocztą Polską. Precz. Precz. Precz. A na jawie piździ, nie ma to tamto, Syberia cud malina, git majonez, malaga tiki taki
i kasztanki. Zerwał w pizdu plomby i blokady i odkręcił grzejniki na full. Żar z rozgrzanego ich brzucha buchnął. Buch – jak gorąco! Uch – jak gorąco! Puff – jak gorąco! Uff – jak gorąco! To było jak ostatnia pieczęć apokalipsy. Nie tylko w mieszkaniu zapanowały tropiki. Żar ogarnął cały budynek i wylał się z zawartością nocnika na ulice. Opanował dzielnicę po dzielnicy. Śnieg konał w konwulsjach. Odwilż brutalnie wzięła miasto, a ono natychmiast puściło się z innymi miastami, roznosząc tę mokrą dżumę. Justyna Kowalczyk i Adam Małysz porzucili narty na polu chwały i dołączyli do procesji biczowników, którzy w całym kraju nawoływali do skruchy i nawrócenia. W ciągu tygodnia odwilż uwolniona
z komunalnych grzejników opanowała już wszystkie kontynenty. Unia Europejska, Organizacja Narodów Zjednoczonych, NATO, a nawet PZPN ogłosiły początek końca świata. Tymczasem winowajca siedział w swoim plastikowym, ogrodowym fotelu, patrząc, jak wszystko cieknie i tonie. Pokój, kuchnia. Pokój, łazienka. Pokój, kuchenka gazowa. Pokój, jajko. Pokój, lodówka. Pokój, majonez. Pokój, chleb. Pokój, herbata. Ale się narobiło. Podłość ludzka nie ma granic. Woda. Woda. Woda. Woda.

/tekst sponsorują literki r,o,z,t,o,p,y/

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s