Michał Prochownik- Wrony na krach

Słychać pękanie ścian. Nikt tutaj nie ma domu. Sam widzisz jak brudny śnieg odpływa i zabiera, cokolwiek było nasze, przywiązane. Nawet buty masz przemoknięte, więc może zrzuć je z siebie, stań boso, zmierz się sam.
Kiedyś zapomnieliśmy, że wobec całej tej bieli nasza wspólna rzeka stała się czarna, podziemna, płynąca po kryjomu. Bezkarnie przyjmowała nasze małe sprawy, nasz brud, który spływał ze spoconych rąk, do środka. Każdy miał przecież u siebie jasną łazieneczkę, emaliowaną wannę, a w niej wlew-wylew, gdzie wolał nie patrzeć. Ciemny jak rzeka, która teraz wypływa spod powierzchni. Rozrywa tkankę łączną na kry.
I to one, wszystkim teraz zarządzają. Patrząc na nas z ukosa. Wrony na krach. Spokojnie pilotują każdy wielki kawał do Morza Czarnego jak smoła. Damy kier, damy kier przyjacielu – przegrywasz. Zrzuć przemoknięte ubranie, ten kruczoczarny garnitur (nie ma gdzie pozbyć się teczki, powtarzam, nie ma jak pozbyć się teczki). Stań w białej koszuli, niewinnej i przejdź duchową przemianę. Już nic nie uratujesz, powtarzam.
Stopy stronią od zimna – nie chcesz się przeziębić. Pozostaw swoje troski, nie bój się razem z nami roztopić, zachorować. Matka ma swoje sposoby. Zaraz się o tym dowiesz, tylko zgasną na mokro twoje małe marzanny . Popatrz jak między krami buzuje czarna woda, a w niej miriady blankietów – białych, rozmoczonych. To wyprane pieniądze , już nic na nich nie ma. Wszystkie twe podobizny już nie są dziś warte. Stań boso w samej koszuli, rozłóż szeroko ramiona – i co cię teraz przenika?
A więc uważaj, uważaj. Wiesz o szczepieniu drzew? Raczej nie, nie sądzę, robiłeś z nich banknoty. Nieświadomie, niechcący, organizacyjnie. A my będziemy drzewami. To nowy biznes model. Zaszczepią nas kruki i wrony. Stój prosto, rozłóż ramiona. Już sprawnie cię dosiadają i topią w twoich mięśniach czarne błyszczące dzioby. Ból, ale potem gorąco, bo w końcu w białej koszuli spływa po tobie czerwień. Dama kier, dama kier.
Nie było trzeba się martwić, przynajmniej nie zawczasu. Szum w uszach, pulsowanie, tętnice rwą się do życia, słychać pękanie ścianek (nikt tutaj nie ma domu), lecz oczy zamkną się same. Jak na miękkich opuszkach, poduszkach w małe bazie, gdzie zdążysz wyśnić wiosnę.
Tę w którą zawsze chciałeś wbiec.

/tekst sponsorują literki r,o,z,t,o,p,y/

Reklamy

1 komentarz

  1. Mam Cię.


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s