Waldemar Jocher – zastygłe rozpryski

śnieg w prosektorium. czy widział ktoś takie przemieszczenia
i zwodzenie węchu, na pokuszenie? przez wyciągnięcie środka

myśli;

bezmyślnie, zaczynam się wzbierać i wzbraniać, by żyć
z pokazywania tego, co wkładam do gardła. układam się,
choć tego jeszcze nie wiem, podczas gdy inni już wiedzą.
to ci, co stojąc leżą – biorą na własność pole widzenia, lecz

bez wyrzutów wobec zjadanych liter, zalegających niedługo.

później ułożą się i dadzą znać o sobie. niedługo zetną się usta,
(więc tak się zaczyna) od napaści chmur i odkrztuszenia słowa.
potocznie i jaskrawo ulatują akcenty. nasze są końcowe i białe
niczym plamy, co przewidując przyszłość, nie dotykają pamięci.

nigdy nie uwierzę, że mogę nigdy

nie przyznawać się do myśli, ciała i materii. do siebie chciałoby się
odjechać, a dziś nawet szkoda o tym marzyć. cała reszta zamknięta
w niepewnych zapowiedziach odwilży. na chłodno reguluję obcość.

/tekst sponsorują literki r,o,z,t,o,p,y/

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s