Jakub Tabaczek – 04.06.2010

Budzę się i zaczynam sobie przypominać, co się wczoraj zdarzyło. I przypominam sobie, że zdarzyło się wczoraj coś takiego, że aż nie mogę wstać.
Aż bym chciał się schować w swojej własnej dupie.
Byliśmy we czterech w mieście. Szwendaliśmy się bez celu i bez przekonania, ciężko nam się o czymkolwiek rozmawiało, ale łaziliśmy dalej, bo żaden z nas nie chciał siedzieć w domu. Siedzenie w domu wieczorem, po którym następnego dnia nie trzeba iść do roboty, jest czymś, od czego robią się wyrzuty sumienia. Ale, jak się okazuje, wyrzutów sumienia można się również nabawić wychodząc w taki wieczór z domu. Choć wyrzut wyrzutowi nierówny i kto wie, czy przypadkiem nie lepiej byłoby jednak zostać, zamiast się szwendać. I mieć następnego dnia standardowy, znajomy wyrzut, zamiast większego i pulsującego. Ale teraz to po ptokach.
Więc się szwendaliśmy, ratując jeden drugiego przed siedzeniem w piątkowy wieczór w domu.
Żenujące.
Siadamy na zewnątrz, bo wewnątrz zabrakło dla nas miejsc. Na zewnątrz nie ma tych wszystkich dziewczyn, które są w środku. Sprawdzałem. Wewnątrz jest lepiej. Zszedłem z kumplem, ja poszedłem do kibla, on po alkohol. Miał przynieść dwa piwa i dwie cole, bo dwóch z nas, bardziej od dwóch pozostałych, chciało wyprzeć z pamięci to, że musimy się szwendać, żeby nie siedzieć tego wieczora samemu w domu. Zamiast po dwakroć piwa i coli, przyniósł cztery tequile, z solą i kawałkami cytryn. Szaleństwo. Skoro nie przyniósł tego, co zamawialiśmy, to znaczy, że on stawia. Wypiliśmy tequile, oni na raz, ja na dwa, wcześniej liżąc sól, a później zagryzając cytryną. Wypiliśmy i to niczego nie zmieniło. Można się było tego spodziewać, choć przecież w takich chwilach spodziewamy się niespodziewanego. Ale się niespodziewane samo nie zrobi, trzeba sobie na nie zapracować, a nie, siedzieć, coś łyknąć, gadać na siłę, a jak już zupełnie nie ma o czym, to iść dalej i znowu od początku. Tak się zacząłem zastanawiać, czy my przypadkiem w kółko nie gadamy o tym samym. To by było jak w labiryncie, w którym jest wiele dróg prowadzących do jednego celu. Celem jest nic. To straszne, co sobie pomyślałem, trzeba o tym zapomnieć, więc najlepiej o czymś pogadać.
Nagle ten mój kumpel, który przyniósł niespodziewanie cztery tequile, od których zupełnie nic się nie zmieniło, pyta mnie:
– Widziałeś swoją byłą?
– Którą – ja na to. On mówi, o którą chodzi. Niespodziewane, ale nie to niespodziewane, na które się czeka i dla zwabienia którego, pije się zagraniczną wódkę.
– Nie widziałem. A ona tu jest?
– No przecież przed chwila minęliśmy ją na schodach.
– Serio?!
– No tak!
– I co, przywitałeś się z nią?
– No, a czemu nie?
Jest strasznie duszno. Odbija mi się tequilą. Ostre powietrze, które wylatuje przez nos, jest wyraziste jak mało co tego wieczora.
– Gołąb – pytam – Gołąb, jesteś pewien? Czy aby na pewno? Może coś ci się popieprzyło?!
Robi ruch ręką, który wskazuje, że to nie jemu się popieprzyło. Jeszcze wzrokiem badam Gołębia, czy sobie przypadkiem głupich żartów nie robi, ale wystarczyło już samo to, że całe nasze szwendanie było jak nietaktowny żart, by nikomu z nas nie chciało się do tego dokładać jakichkolwiek idiotyzmów. Najdelikatniejsza ironia byłaby dla nas zabójcza.
A już najgorzej z ironią losu. Na to nie ma recepty. Bezsilność. Ten dziwny zbieg okoliczności urośnie do czegoś wielkiego, wiedziałem już, że ogon niesławy jeszcze długo będzie się za mną ciągnął.
Zacząłem sobie przypominać pozacierane fragmenty. To jakby oglądać film i się zamyślić, nie można przecież przez cały czas skupiać uwagi. Nie widziałem jej. Serio. Albo inaczej, widziałem, ale nie odnotowałem. Mam takie wrażenie, że rzeczywiście, mignęła mi przed oczami, kiedy schodziliśmy na dół. A potem, kiedy z powrotem wyszedłem na zewnątrz, widziałem dziewczynę, która rozmawiała przez telefon i w czymś mi się wydała znajoma, w ruchach, bo twarzy nie zobaczyłem, bo kiedy przechodziłem wobec, odwróciła się. Pewnie wchodząc na górę myślała, że ją widzę, a ja nic, bo chociaż widziałem, to jednak nie, stąd brak jakiejkolwiek mojej reakcji i jej późniejsze odwrócenie się. A co najgorsze już, pewnie nie tylko z Gołębiem, ale także i ze mną przywitała się na schodach, powiedziała cześć, a ja nic, ja schodziłem dalej. Zgroza. Bo czym to sobie wytłumaczyć? To do mnie nie podobne. Jest coś takiego, czytałem o tym, co się nazywa obronność percepcyjna. Wczoraj wieczorem, raczej nie byłbym w stanie wymówić takiej nazwy, ale co zrobić, takie rzeczy dzieją się same, nie trzeba ich zaklinać, żeby się zdarzały. Chodzi o to w tym zjawisku, że podświadomie nie zauważa się bodźców dla widza nieprzyjemnych. Ale to tylko przypuszczenie, a raczej wyjaśnienie, które i tak niczego nie daje, bo i tak wychodzę na buca. Na troglodytę. Na barbarzyńcę. Bo przecież nie w tym sęk i problem, że ją spotkałem. Takie przypadki, owszem, dawniej wywracały kiszki do góry nogami, ale już nie teraz. Tu o to nieprzywitanie się chodzi. Pamiętam, jak kiedyś spotkaliśmy się, z tą dziewczyną, żeby elegancko zakopać topór wojenny, zawiesić broń i dłoń do siebie wyciągnąć. I powiedzieliśmy sobie, że dużo złych rzeczy się działo, duża przepaść się wytworzyła, a na jej dnie nawet wyrosły kolce, jak w jakiejś grze komputerowej, ale pomimo tego wszystkiego, to jednak mamy do siebie szacunek, rudymentarny, prymarny szacunek, a szacunek jest to podstawa, na której można budować relacje, normalne, cywilizowane relacje, takie relacje, które pasują do byłego chłopaka i byłej dziewczyny, co razem sporo przeżyli, ale już nic nie chcą przeżywać, chcą po prostu w spokoju i bez pretensji tolerować wzajemną obecność. Poprawnie, z klasą, jak należy. A tu co? A tu ja. I moje prostactwo, niczym niewytłumaczalne. Zupełnie niespodziewane. I dla mnie i dla niej. Teraz wszyscy dowiedzą się, jaki ze mnie paskudny kutas. Niech no tylko usłyszą o tym nasi wspólni, byli i obecni, znajomi. To przecież nikt już się do mnie nie odezwie, nikt mi cześć nawet nie powie, tak jak i ja, przecież, nie mam w zwyczaju cześć mówić. Niedojrzałość staje przy dojrzałości i z tej niedojrzałości bije żałość.
Tak sobie myślałem, co mógłbym zrobić, podczas gdy oni palili papierosy. Najprościej i najbardziej elegancko byłoby cofnąć się, zejść jeszcze raz po schodach, nie licząc oczywiście na to, że ponownie ją wchodzącą spotkam i tym razem grzecznie się witając, wszystko odwrócę, ale poszukać jej, stolika przy którym siedzi, podejść, uśmiechnąć się i wszystko wyjaśnić, że niechcący, że przypadkiem, że to może obronność percepcyjna, podstępny mechanizm zaślepienia w sytuacji niespodziewanej, albo jakieś zupełnie zwyczajne gapiostwo. A wtedy ona też by się uśmiechnęła, powiedziałaby pewnie coś wesołego, myśląc przy tym: stary dobry idiota, eh, miło z jego strony, po czym spokojnie mógłbym wrócić na górę, wcześniej jednak jeszcze raz patrząc na ładne dziewczyny z dołu. Tyle, że ja nie miałem siły. Zupełnie. Tak jak i oni. Nie mieliśmy siły, żeby zamienić dwa sensowne zdania, a co dopiero, żeby porywać się na tak heroiczne wysiłki, jak prostowanie rzeczywistości, która staje okoniem i niczego nie ułatwia. Lepiej już odejść, z piekącym piętnem na sumieniu. Spuścić wzrok i udawać, że się nie jest.
– Dobra, chłopaki, chodźcie stąd – zaproponowałem, a oni nie mieli żadnych obiekcji. Gdybym zaproponował, żeby zostać, też pewnie by nie protestowali.
Tak potem szliśmy, a mi przechodziła ochota na cokolwiek. Oni zresztą nie wyglądali dużo lepiej. Patrzyliśmy przed siebie z wyrzutem, jakbyśmy mieli do świata pretensje, że ten wieczór jeszcze się nie skończył. Czas jakoś nie chciał płynąć.
A dzisiaj obudziło mnie irytujące bzyczenie. To wyrzuty. Siadały na mnie i kłując, szeptały: Ty wredna larwo. Wstanę jednak, ubiorę się, coś porobię. A wieczorem pójdę do miasta, poszwendać się. Dzisiaj sobota.

/tekst sponsorują literki b,a,r,b,a,r,z,y,ń,c,y,/

Reklamy

1 komentarz

  1. Need beats, we tell you where to get beats, we are the beat site that reviews the beat sites, come here first for reviews and comments from
    real users


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s