Łukasz Gamot – A śpiew był jak nasza wąska ścieżka. Krew z krwi.

Widzimy zmierzch i wzgórze.
Pod drzewami zamiast fig, ciała.
To te blade postacie złożyły ikrę
w delcie rozpalonych mięśni.

Widzimy cień, który jak ważka przecina taflę brzucha.

Na zboczach naszych krtani pulsujące chłodnie krwi.
Przy blaszanych sklepieniach biegną drewniane korytka –
system odprowadzania osocza.

Można krążyć wokół pomieszczeń. Uciekać przez otwartą przestrzeń.
Podchodzić o zmroku. Nie używać głosu ni gestu.
Można wychylać się przez kolejne framugi, liczyć stopnie, wydechy, braki.

Jednak my rozpierzchamy się w sobie.
Słychać jeszcze przeciągły jęk spalanego tlenu.
Widać gorejącą gwiazdę filetowego tuszu na naszych twarzach.

Jeszcze tylko kontur pleców, szczęk haków, stuknięcia drewna.

Kolejne konstelacje dymu, co wpełzł pod siatkówkę
i rozciąga się, ociera, pręży grzbiet.

/tekst sponsorują literki o,c,z,k,o/

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s