Maciej Robert – ***

Trzydzieści lat temu ćwiczyli na werandzie
najbanalniejsze wprawki i mieli nadzieję.

Później zmieniło się wszystko, lecz ona
wciąż jeździ na rowerze, jakby grała gamę.

W termosie jest kawa, do tego zawsze bułki,
on zjada to w milczeniu, ona – milcząc – patrzy.

I odjeżdża z powrotem. On gasi papierosa, nagle,
jakby miał właśnie rzucić się za czymś biegiem.

Lampa w baraku świeci się długo w noc, drzwi
są otwarte, by wypłukać lepkie resztki upału.

Pomarańczową kamizelkę nawlókł na znak, półnagi
przebija teraz kartę, rękę ma pewną jak dyrygent.

/tekst sponsorują literki o,c,z,k,o/

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s