Paweł Kozioł – migracja danych

był czas, że jeszcze się gryzło ziemię i słońce.

połknięte
oko dnia przetapiało połknięty piasek, nawet
klasycyzm miał jasność kwarcu.

inne alchemie
sprawniej się pięły do góry:

wstępujący na chwilę
w cielesne miasta ogień pomagał przełykać

cokolwiek się toczyło do wewnątrz, zsypem gardła.
a potem problem.

nie w tym, że nas opięła
sucha, technologiczna skóra, giętkie rurki,

bo tak być miało:
w szybie inkubatora

podwaja się odbicie, na którym twarz i cyfry.
i kolejność, że pierwsze przychodzą obce słowa:

the blended image.
(blinded?).
one mówią, tymczasem

wiersz wciąż jest obok, bo ustnik ma do słońca
i ziemi – to się nie zgadza

z okiem dnia, w którym rosną czerwone druciki.
nie wtyczka. trzcina bezmyślna. i jak z nią

brodzić w wodzie pod prądem, a niechby i w znakach
bliskiej unii,

jak kiedy pot nas skleja,
kochanie,

lub jak to:
krety w bloku, przeżuta ziemia obok zsypu.

/tekst sponsorują literki o,c,z,k,o/

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s