Paulina Korzeniewska – Volcan

Przyjęło się, że jasnowłose turystki nie mają w Turcji łatwego życia. Nigdy, przenigdy nie wybieraj się tam sama, a już na pewno nie zawieraj znajomości z beżowymi, bo testosteron zalega im pod skórą i w tym wypadku słowo „zalegać” ma znaczenie raczej aktywne, niż pasywne. Tak mówią wszyscy, ale nie Volcan.
– Każdy normalny facet pomoże kobiecie w krytycznej sytuacji. Nie twierdzę, że gwałciciele nie rodzą się w Stambule, ale pomyśl tylko i odpowiedz szczerze. Czujesz się całkowicie bezpieczna w Polsce, po zmroku, sama?
– Nie.
– I bardzo dobrze. Nigdzie nie powinnaś się tak czuć.
„Sobieski” cicho pobrzękiwał w mojej torbie obijając się o klucze, a my szliśmy szybkim krokiem do jego mieszkania, ponieważ zaprosiłam go tam na wódkę i choć miał beznadziejne maniery, zgodził się. Spoglądał na mnie z pół-uśmiechem poprawiając kołnierz płaszczyka do pół uda a’la Steven Seagal , który w zamyśle miał zapewne optycznie go wysmuklić, a nadawał mu jedynie dość śmieszny wygląd chłopca ubranego w dorosłe ciuchy. Volcan przyjechał tu na studia i podawał się za radykalnego ateistę, który nie ma w kraju łatwego życia, choć jego rodzice to cenieni lekarze. Pierwszego wieczoru, chcąc z pewnością zrobić dobre wrażenie, opowiedział o tym mi i moim znajomym ujawniając przy tym swoją ogromną pasję, czyli fizykę. Pomyślałam, że to nawet zabawne, że wytatuowany i przekłuty w niemal każdym miejscu Turek akurat taki wariant samokreacji wybrał, więc zaczęłam wypytywać o szczegóły, a on ucieszony możliwością opowiadania o sobie, uczynił mnie swoją najlepszą przyjaciółką.
Weszliśmy do mieszkania i był to moment weryfikacji mojego lekceważącego stosunku do małolata z „gorszej części Europy”, jak nazywał swój kraj. Zauważyłam książki, bo niemożliwym było ich nie zauważyć. Były wszędzie. Szczelnie zakrywały wszystkie ściany, szafki, a nawet po części podłogę, więc Volcan zaczął nerwowo je zbierać i upychać na półkach. W centralnym miejscu pokoju stało ogromne dębowe biurko, a na nim sterta papierów pokryta obliczeniami, rysunkami i bazgrołami. Obgryzione ołówki spadły na podłogę i utknęły w plątaninie kabli.
– Ile ty masz właściwie lat, dzieciaku?
– Dziewiętnaście.
– Dziewiętnaście. Skąd masz podręczniki do fizyki po chińsku i co TO jest? – skierowałam pytający wzrok na ogromne, czarne, spoczywające pod moimi nogami pudło obłożone śrubkami.
– Konstruuję maszynę do zakłócania odbioru fal radiowych. – odpowiedział po chwili nie zważając, że zadałam dwa pytania. Taką przypadłość mają absolutnie wszyscy mężczyźni w każdej części świata.
– Jezu. Napijmy się.
To był przyjemny dom. Pełen pamiątek z podróży, w kompletnym nieładzie, ale dziwnie harmonijny. Ułożyłam się wygodnie w fotelu i patrzyłam jak Volcan przygotowuje kolację, mimo że zupełnie nie wiedziałam co to ma być.
– Słyszałem, że piszesz o mężczyznach. To prawda? – odezwał się nie odrywając wzroku od papryki, którą kroił.
– Czasem prawda.
– Świetnie. Powinnaś napisać o mnie.
– A co jest w tobie takiego, że powinnam to opisać?
– Zależy mi.
– Słucham?
– Zależy mi. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak mnie wkurwia ignorancja. Milczenie po drugiej stronie telefonu, albo tępy wzrok człowieka, którego interesuje absolutnie każdy szczegół jego własnej egzystencji i nic poza tym. Wiesz co? Chciałbym tu zostać na stałe. Ożenić się z kimś o jasnej karnacji i spłodzić córkę, a potem nauczyć ją grać na fortepianie. Dbać o kobietę, która będzie słyszeć jak chrapię w nocy i sikam rano, bo mi zależy.
– To akurat tani tekst.
– Przeciwnie. – wymachiwał nożem, a oczy zaświeciły mu się w dziwny sposób. – Wiesz ilu mężczyzn zostawi cię jeszcze bez mrugnięcia okiem, bez chwili namysłu? Nie dlatego, że na to zasługujesz, tylko dlatego, że oni nawet nie spędzą chwili na zastanowienie się, czy zasługujesz czy nie. A ja chcę być inny.
– I ten też jest tani, dzieciaku.
Wiedziałam, że w to wierzy. A już na pewno, że bardzo chciałby, żeby kiedyś tak było. Wypowiadając takie ugładzone, śmieszne kwestie chciał wprowadzić te romantyczne plany w życie i przecież nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że mój mały Volcan był bez szans. Nie w świecie kobiet żyjących w ciepłej otoczce złudnej niezależności i fochów, a przede wszystkim, nie z tym wybujałym, męskim ego.

„Sobieski” pokonał go równie skutecznie, co polski król jego przodków pod Wiedniem. Przekonał mnie do nocowania na kanapie, włączył Sinatrę i obiecał omlet rano, jednak po przebudzeniu następnego dnia wymruczał jedynie coś o zepsutej klamce w drzwiach. Trzeba było mocniej szarpnąć.

/tekst sponsorują literki f,i,z,y,k,a,i,c,h,e,m,i,a/

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s