Grzegorz Polowy – IMG_5685

/zdjęcie sponsorują literki j,e,s,ie,ń/

Robert Rybicki – Zen o świcie

Jagodzie
Pierwsze zdanie: 07:52.
Za zdrowie zdania!
– – –
Rozmowa między nami grozi śmiercią ze śmiechu.

Umierał pół roku
i przez te pół roku
uprawiał mantrę.

Wiara niegodna życia. Gówno
skasuje nawet dowód logiczny.
Tam leży martwy wróbel.

Największym i najgorszym
narkotykiem jest pieniądz.
Pierdnął i idzie się wysrać.

Kolejna niepojęta moc
chce do nas przemawiać.
Noc. Przemawiać.
Janic.

Szczęście jest halucynacją.
Idziesz przez koncertowy tłum
i tłumisz łzy rozpaczy.
Harfy z żeber
zawodzą.

Głęboki dzień. Ziemia
jest kiblem kosmosu.
Każdy uczy się kłamstwa,
by nie być stratnym.

Błagać litość o kogoś,
na wysypisku traum
nakrętka wiatru.
Zamiast zarostu
prątki pleśni.
Kot wśród tuj.
Jazz na didgeridoo.
Sztify i arbaj.
Wagina lodu.
Oryks.

Myślał, że to motyl,
a to papierek
po cukierku.

Ośrodkodkma terapetycznego dla narkowów.

Przeciętni biali Europejczycy,
wedle marzeń łysych,
mieliby po dwa metry wzrostu,
Żółci skarleliby,
a Murzyni byliby czworonożni.

Uniwersytet Lenistwa,
którego jestem rektorem.
Na Wydziale Zaniechania
prycza spełnienia.
Kołczan smutku…

Nie wiem nadal, czy to dzwony kościoła,
czy karetka pogotowia…
Myślałem, że to motyl,
a to papierek
po cukierku.

Ta babcia będzie tu wieczność stała.

/tekst sponsorują literki j,e,s,ie,ń/

Krzysztof Rogalski – Jesień

Listopad 2009, Pokój Piotrka
– Boże co za syf! Byś tu posprzątał!
– Mamo, ja mam depresję!
Przybicie Piotrka trwało już od miesiąca. Mama próbowała wielu sposobów by zajął się czymś konstruktywnym: skonstruował i zrealizował – poprzybijał i postawił konstrukcję, aby cieszyła oko.
Jakby tak przejść w inny wymiar, uciec od tego przybijającego świata, znaleźć się w rejonach jaskrawych, euforycznych pozytywów.
„Dlaczego ja niesę ten worek nieszczęścia zakorzeniony garbem w moim korpusie? Muszę koniecznie uciec i wyrzucić go na śmieci. Na śmietnik historii z tym! Dalej! Wara nieszczęściu ode mnie!”
Piotrkowi zadrżała górna wara, zmrużył oko i wypalił sobą jak z procy w nieznane. Gdy wsiadł na statek, już zmierzchało. Przypadkowo spotkany mędrzec (Piotrek pomylił kajuty – stąd to niesamowite wydarzenie) powiedział mu, że nie będzie lekko na nowej drodze życia. „Przyszłość jak wody morskie, a te jak Tatry spienione tajemnicą, też jest spieniona tym samym jak świeżo otwarte piwo z torby, która wisiała na ramieniu jeźdźca dopiero co zszedłego z konia”.

Przepiękna to wizja świata gdzie nie ma mrozu i cierpienia. Zabawy z pokojowo nastawionymi misiami i mężczyznami, piękne kobiety w zatoce tańczące poloneza. Radość o poranku. Jak dobrze wstać skoro świt. Jutrzenki czas duszkiem pić jak świeżo przygotowany sok rabarbarowy. Robinia akacjowa troskliwie pochyla się nad szczęśliwym dzieckiem słońca – tylko w bokserkach, bo jest ciepło. Pięknie nakryty stół z najlepszymi potrawami: kraby po mauretańsku w panierce kokosowej z dodatkiem cynamonu i perskiego imbiru, pyszne pychotki w zakwasie z indyka okraszonego rodzynkami, pangi złociste w zalewie z zielińca niewystającego, pysznie kwaśno-słodkie. Wszystko bardzo apetyczne. Jakże wspaniała była to wizja!

Niestety, statek Piotrka zatonął i nigdzie nie dotarł.

/tekst sponsorują literki j,e,s,ie,ń/

Janina Szołtysek – Talita kum

nie budź jej, bo nie zdołasz wytłumaczyć świtu.
wychodzącej z cienia łatwo osłupieć w zachwycie.
a potem ciepłego dnia nie odklei bez bólu od skóry.
owinie się tobą jak całunem utkanym ze słów,
zapisze każdym rozbudzonym drganiem.

nie dotykaj jej dłoni, kiedy już otworzy oczy,
ufna pójdzie za tobą w inny sen.

wieczorem nie zrozumie zachodu słońca.

/tekst sponsorują literki j,e,s,ie,ń/

Jesień – 5 from „Żyto”

Jesień.

/utwór sponsorują literki j,e,s,ie,ń/

Joanna Lech – Przepustowość

Najgorszą porą jest jesień, bo to dopiero początek;
nawet ściany nie wytrzymują już zimna i gniją z wilgoci,
która wciska się tu przez wszystkie szczeliny, spływa po szybach.
Szepcze coś o topielcach, ścięgnach, połamanych mostach.

A chciałabym wreszcie skończyć ten motyw, zacząć od nowa.
Śniegu nie widać, jest już w powietrzu i na wyciągniecie ręki,
tak samo jak kawa i papierosy i ta głucha cisza, od której powoli
rosną mi łuski na plecach, cofają się żyły. Tak jest od dawna,

odkąd przestałeś tęsknić do mojej śliny i miękkiej strony języka,
przestałam tęsknić za własnym odbiciem. Tak jest wygodniej,
sięgać od spodu, od strony wnętrza; zbieram stąd resztki ciepła,
przełamuję się światłem i ciągle jeszcze próbuję cię dotknąć,

ale to zawsze za mała przepustowość, spięcia na łączach.

/tekst sponsorują literki j,e,s,ie,ń/

Anna Caban – michal-bez-aberracji_copy

/zdjęcie sponsorują literki j,e,s,ie,ń/