Joanna Lech – Przepustowość

Najgorszą porą jest jesień, bo to dopiero początek;
nawet ściany nie wytrzymują już zimna i gniją z wilgoci,
która wciska się tu przez wszystkie szczeliny, spływa po szybach.
Szepcze coś o topielcach, ścięgnach, połamanych mostach.

A chciałabym wreszcie skończyć ten motyw, zacząć od nowa.
Śniegu nie widać, jest już w powietrzu i na wyciągniecie ręki,
tak samo jak kawa i papierosy i ta głucha cisza, od której powoli
rosną mi łuski na plecach, cofają się żyły. Tak jest od dawna,

odkąd przestałeś tęsknić do mojej śliny i miękkiej strony języka,
przestałam tęsknić za własnym odbiciem. Tak jest wygodniej,
sięgać od spodu, od strony wnętrza; zbieram stąd resztki ciepła,
przełamuję się światłem i ciągle jeszcze próbuję cię dotknąć,

ale to zawsze za mała przepustowość, spięcia na łączach.

/tekst sponsorują literki j,e,s,ie,ń/

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s