Szymon Szwarc – Ścięty pęd

                                   Dla A. S., rzecz Jasna

W piątek? Czarujący smród po

podróży i same zwątpienia na pniaku

dnia. Chmury jak transparenty

bez protestu przemieszczają nastrój

grozy i oczywistości na dalsze plany,

słońce zachodzi i jakby zajść nie

mogło, jakby zachodziło in vitro i

nie mogło przejść na plan ostateczny,

stwarzając okazję do posiedzenia

bez odniesień, a jednak w zbiorze figur-

ek, które pędzi się jak bydło wąwozem

– tu padło:

padło bydło i któreś z tych białych

pytań o ścięty pęd, a może święty spokój?

Smród po podróży, marskość jak logo

tego wieczoru? W piątek? Śpisz?

Czym mógłby być podszyty wieczór,

gdyby nie rozwój gospodarczy, gzy

i teleologia białych: białych plamek

na paznokciach? Co takiego musiałby

w sobie zawrzeć, żeby poruszyć wosk

figur i wzniecić dym w polis? Śpisz?

Złożona jest choroba masy, podobna

do prawdy, na jej skrzydełkach,

dziadku Platonie, przenosimy swoje

udary:

tak powątpiewałem sobie na pniaku

dnia – chyba że znowu nie aż tak

złożona, ale dopada nas podczas

rozbrajania telenoweli, w której każdy

dał coś od siebie bez protestu: logo,

szal, sztandar z haftem kodu dna,

PINy wyrażane rytualnym tańcem,

PESELE ciepłe jak bochenki chleba

wyciągnięte przed chwilą z piekła i

inne przepustki, łapówki z bukiecików

triad pod bramą polis; przecież nic

wielkiego jeszcze się nie stało, nic

ponadto nie zdążyło się wydarzyć, to

już się ściemnia, to nie nasza sprawa,

to nie lada gratka dla naszego

Psychopompa?

Halo, to ziemia spisana na straty i

zagadkę w księgach wieczystych.

Przedwczesna masa krzepnie w słojach

wieczoru, znajdujemy powód tego

wieczoru, gdy już zawodzą wszelkie

języki właśnie tego wieczoru, WIECZÓR

skończył się nadawać. Pośród zakłóceń

i przygodnych związków między

wierszami pieśni małości przycupnęli

także Proteusze tego mozołu; NIC

jeszcze, nic nie nastąpiło po sobie

na tyle, żeby jakoś ustalić wartość

prosesu

. Rzuciłoby się palenie i wyzwanie,

sobie a fokom; zatem jasna cholera

oczywistości, dziadku, Platonie, śpicie,

stwierdziłem niepewnie, nic wielkiego

jeszcze się nie stało, zawiodły tylko

wszelkie możliwe gierki po zmroku,

to nie nasza sprawa, HAIL, to ziemia,

może lepiej przeczekać do poniedziałku

lub, o ile będzie jakiś, wtorku, usłyszałem,

i ledwie dostrzegłem zarys zjawiska,

ledwie mógłbym stwierdzić, że coś

dzieje się z prostym przełożeniem

na fakt; sam to pomyślałem czy też

powiedziałem? to fakt, stwierdziłem,

„i”, usłyszałem resztką sił, chociaż sam

to pomyślałem czy też wymawiając,

unieważniłem, gdy znowu usłyszałem,

tym razem wyraźnie: zakaz przewozu,

jakby zakaz przekazu i nic już nie

mówiłem i jakbym nie dosłyszał,

przestałem odbierać i przestało się

ściemniać.

/wiersz sponsorują literki z,a, c,h,i,n,y/

Advertisements

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s