Jakobe Mansztajn – Paul Celan po raz ostatni wychodzi na dwór

powietrze jest rześkie, ale w płucach duszno,

więc w tych okolicznościach trzeba zaplanować

każdy manewr, to jest: każde posunięcie

kolanem lub krtanią, językiem lub kamieniem.

najpierw wstać z podłogi, nie tracąc

godności, bez wchodzenia w szczegół

zlokalizować drzwi i strzał w obwodzie serca

skutecznie zignorować: serce jest kluczowe, lecz rytm

wybija głowa. pomiędzy piętrami zabawić się

w profetę, to jest: poprawić kołnierzyk, wygładzić

marynarkę; na klatce schodowej dosłyszeć w piersi wycie

(metaforyczne) i (metaforycznie) otworzyć usta.

/wiersz sponsorują literki z,a, c,h,i,n,y/

Reklamy

Szymon Szwarc – Ścięty pęd

                                   Dla A. S., rzecz Jasna

W piątek? Czarujący smród po

podróży i same zwątpienia na pniaku

dnia. Chmury jak transparenty

bez protestu przemieszczają nastrój

grozy i oczywistości na dalsze plany,

słońce zachodzi i jakby zajść nie

mogło, jakby zachodziło in vitro i

nie mogło przejść na plan ostateczny,

stwarzając okazję do posiedzenia

bez odniesień, a jednak w zbiorze figur-

ek, które pędzi się jak bydło wąwozem

– tu padło:

padło bydło i któreś z tych białych

pytań o ścięty pęd, a może święty spokój?

Smród po podróży, marskość jak logo

tego wieczoru? W piątek? Śpisz?

Czym mógłby być podszyty wieczór,

gdyby nie rozwój gospodarczy, gzy

i teleologia białych: białych plamek

na paznokciach? Co takiego musiałby

w sobie zawrzeć, żeby poruszyć wosk

figur i wzniecić dym w polis? Śpisz?

Złożona jest choroba masy, podobna

do prawdy, na jej skrzydełkach,

dziadku Platonie, przenosimy swoje

udary:

tak powątpiewałem sobie na pniaku

dnia – chyba że znowu nie aż tak

złożona, ale dopada nas podczas

rozbrajania telenoweli, w której każdy

dał coś od siebie bez protestu: logo,

szal, sztandar z haftem kodu dna,

PINy wyrażane rytualnym tańcem,

PESELE ciepłe jak bochenki chleba

wyciągnięte przed chwilą z piekła i

inne przepustki, łapówki z bukiecików

triad pod bramą polis; przecież nic

wielkiego jeszcze się nie stało, nic

ponadto nie zdążyło się wydarzyć, to

już się ściemnia, to nie nasza sprawa,

to nie lada gratka dla naszego

Psychopompa?

Halo, to ziemia spisana na straty i

zagadkę w księgach wieczystych.

Przedwczesna masa krzepnie w słojach

wieczoru, znajdujemy powód tego

wieczoru, gdy już zawodzą wszelkie

języki właśnie tego wieczoru, WIECZÓR

skończył się nadawać. Pośród zakłóceń

i przygodnych związków między

wierszami pieśni małości przycupnęli

także Proteusze tego mozołu; NIC

jeszcze, nic nie nastąpiło po sobie

na tyle, żeby jakoś ustalić wartość

prosesu

. Rzuciłoby się palenie i wyzwanie,

sobie a fokom; zatem jasna cholera

oczywistości, dziadku, Platonie, śpicie,

stwierdziłem niepewnie, nic wielkiego

jeszcze się nie stało, zawiodły tylko

wszelkie możliwe gierki po zmroku,

to nie nasza sprawa, HAIL, to ziemia,

może lepiej przeczekać do poniedziałku

lub, o ile będzie jakiś, wtorku, usłyszałem,

i ledwie dostrzegłem zarys zjawiska,

ledwie mógłbym stwierdzić, że coś

dzieje się z prostym przełożeniem

na fakt; sam to pomyślałem czy też

powiedziałem? to fakt, stwierdziłem,

„i”, usłyszałem resztką sił, chociaż sam

to pomyślałem czy też wymawiając,

unieważniłem, gdy znowu usłyszałem,

tym razem wyraźnie: zakaz przewozu,

jakby zakaz przekazu i nic już nie

mówiłem i jakbym nie dosłyszał,

przestałem odbierać i przestało się

ściemniać.

/wiersz sponsorują literki z,a, c,h,i,n,y/

Szymon Domagała-Jakuć – wiersz jest bez tytułu

Za Chiny nie będę twoim Bogiem,
za Chiny nie rozpoznam twojej twarzy, kiedy będziesz wyglądać,
zimna jak lód, ty ja i Diabeł to o jednego za dużo.
Za Chiny nie rozpoznam twarzy wroga,
jeśli ciągle będą kazali mi przebaczać.
Jest we mnie tyle powodów do przebaczenia,
ilu Chińczyków mieści się w piąstce dziecka

/wiersz sponsorują literki z,a, c,h,i,n,y/

Paweł Tański – drzewo renklodowe

z oczu sypią mi się kawałki skóry; czerwień zawsze gra

bliżej fis; znoszę te niewygodne buty i powieki. gram

bliżej cis. cztery kawałki na pianinie. etiuda i sonatina,

śnieżne chmurki i gawot. gramy dalej, bliżej jezior,

na ich brzegach tłuste gawrony niosą w dziobach

soczyste maki. rosną drzewa renklodowe pośrodku

lasu, niebawem zjadą tu sprzedawcy szczawiu

i soczewicy, szpinaku i szelmowskich uśmiechów.

z kawałków papieru zbudują jednodniowe chaty,

pędzle będą moczyć w bagnach, wylegiwać się

na wrzosach i kobiecych kocach. drzewo renklodowe,

samotne, pośrodku łąki, a wokół, jak okiem sięgnąć,

makiem zasiał, z oczu sypią się nam kawałki papieru

/wiersz sponsorują literki z,a, c,h,i,n,y/

Marta Kapelińska – Bocznica

powiedz upadłym królestwom że przychodzę ze słowem

pomyśl o domu z którego wychodzę o opuszczonej rzece
która
go podmywa ciemna jak moje sny gdy zakradam się
do
twojego łóżka wyprawiam na wilgotną wycieczkę
opieram
się o żelazną ramę proszę o więcej

to nie należy do rzeczy prostych powietrze rdzewieje
nam
w płucach ostre jak ukąszenie osy albo pocałunek
ryby
w kształcie twoich ust śliskich jak zamarznięty krąg
wody
spod którego patrzą na nas znajome twarze topielców

miłosiernych teraz jak ukryta wyspa na której schowamy
chybione
śluby i dzieci narodzone w nieodpowiednim czasie
bezśnieżne
stycznie i jałowe sierpnie po których zostają
tylko
złe wiersze lepsze od powodów z jakich je napisano

zamieszkamy w ciepłych krajach w zapomnianych dzielnicach
ciał
do których udawałeś się kiedyś na duszne pielgrzymki
bez
pokuty bez próśb o wybaczenie więc chodź i źle wybierz
gdy
proszę wejdź we mnie białą podróżą miękką blizną światła

albo jeśli wolisz poślij po mnie upadłą gwiazdę niech czuwa nade mną
lub
nakarm mną wygłodniałe sny niech wyrosną ci w ustach
jędrne
jak egzotyczny owoc który połkniesz łapczywie i obojętnie
czy
w gardle ci stanie wystygłą gwiazdą czy nagrzanym kamieniem

/wiersz sponsorują literki z,a, c,h,i,n,y/

Maciej Taranek – Gran Torino

Azjaci są z Azji,

Afrykanie są z Afryki,

Europejczycy są z Europy

Amerykanie są z obu Ameryk.

W domu nie zastałem nikogo.

/wiersz sponsorują literki z,a, c,h,i,n,y/

Maciej Taranek – Made in China

Jak będę duży, chciałbym mieć na imię liczba.

Tak wielki głód charakteryzuje tylko zwierzęta,

gdy pieśń gromadzi robaki, drąży tunel. Wszystkie

żyłki, każdy nerw mam skrupulatnie policzone.

Mięsiste ciało, któremu nie będzie dane jeść,

rozłożone (sobie) na głębokim talerzu.

/wiersz sponsorują literki z,a c,h,i,n,y/